środa, 20 stycznia 2016

Miód pitny półtorak

Wraz z wiosną i pierwszymi promieniami słońca zawsze budziło się we mnie marzenie o świeżym miodzie i nie straszne były zażółcone (białe) obrusy suszące się na dworze po pierwszych oblotach pszczół.
Szacunku do pszczół nauczyli mnie rodzice i dziadkowie a potem jakoś na każdym etapie te pszczoły i miód się przewijał w moim życiu. 
Wstępnie pszczoły kojażyły mi się stanowczo źle, po kilkukrotnych użądleniach i przymusowych okładach z cebuli czy octu bądź nie bądź w różnych miejscach ;) Potem przyszedł czas długiego oswajania się, począwszy od wakacji - gdzie Wuj posiadał pasiekę w takim miejscu, że by dostać się do górskiego strumyka trzeba przejść przez same je centrum i te nachalne bzyczki brrr...aż po terenówki w pasiekach na studiach. Oswoiłam się, a jakże i już nie wrzeszczę na widok pszczoły tak jak na widok pająka ba, nawet uważam, że to całkiem miłe zwierzaki o ile są w odpowiedniej odległości kilkunastu centymetrów ode mnie :)
Owoc pszczelego roju miód jest w naszym domu zawsze, czasem jego ilości są nie do spożycia i tak kiedyś wpadłam na pomysł  wyprodukowania w zaciszu domowym miodu pitnego, a że miodu gryczanego było pod dostatkiem a maliny czerwieniły się na straganach powstał półtorak z nutą malin.








3,5 l miodu u mnie gryczany
1,5 l wody
drożdże do miodu pitnego
500 g malin a właściwie sok z nich (250 ml soku)


Do butelki wlałam szklankę wody i wsypałam drożdże winne, zatkałam korkiem z waty i odstawiłam w ciepłe miejsce. 
Po kilku dniach pojawi się piana świadcząca o fermentacji, u mnie po 4 dniach. Do butelki dodałam pół litra przygotowanego roztworu miodu w proporcji 1:1 z wodą, czyli 250 ml wody i 250 ml miodu. Następnego dnia powinniście zauważyć obfitą pianę w matce drożdżowej, to znak, że należy wykonać brzeczkę.
Miód rozpuściłam w ciepłej przegotowanej wodzie  w proporcji 1:0,5 czyli reszta miodu i woda. Brzeczkę wraz z sokiem z malin wlałam do gąsiorka na końcu dodając matkę drożdżową. Gąsiorek zamknęłam korkiem z rurką fermentacyjną i odstawiłam na 2 miesiące w chłodne miejsce (najlepiej gdyby było to miejsce z temperaturą ok. 18 stopni). Po zakończeniu fermentacji burzliwej i cichej za pomocą węrzyka zlalam miód do czystego gąsiorka, zamknęłam korkiem z rurką fermentacyjną i tak pozostawiłam na jakieś 14-15 miesięcy (dobrze było by go postawić w temperaturze 12-15 stopni) aż do całkowitego zakończenia fermentacji, na całkowite wyklarowanie miód potrzebował jeszcze ok. 12 miesięcy, po tym czasie zlałam go do butelek i pozostawłlam do odjżewania. 
Miód na zdjęciu jest jeszcze młody bo kilka miesięcy po zlaniu ale wiem już, że warto czekać i zabieram się za nową partię półtoraka i czwórniaka.


Półtorak jest najlepszy po dojżewaniu 8-10 lat, ale ten młody też wszystkich zadowoli.






5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry, dziękuję za zwrócenie uwagi, faktycznie proporcje podstawiły mi się z dwójniaka, którego nastawiłam kilka dni temu.

      Usuń
    2. I jeśli mogę prosić na przyszłość to bez Pani :)

      Usuń
  2. No dobrze Kinga, niech będzie bez pani :) Pisz mi Piotr, bo jeśli coś będzie o miodzie, to będę tu wracał :P

    PS. Widzę, że poprawiłaś, ale nadal w tekście jest 1:1 - do poprawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze bardzo się cieszę, wracaj jak najczęściej :) W produkcji miodów bardzo raczkuję ale mam nadzieję wytrwałością dążyć do perfekcji... gdyby coś Ci się rzuciło w oczy a Twoje doświadczenia mówiły inaczej to pisz śmiało. Pozdrawiam :)

      Usuń