piątek, 10 października 2014

Tradycyjne powidła śliwkowe

Takie powidła smażyła moja Babcia, choć dziś Jej dłonie już tego nie robią to całą wiedzę smażenia powideł i odpowiedniego wyboru owoców przekazała mi i dziś to ja będę mogła zawieźć Babci słoiczek z zamkniętymi smakami lata. Któregoś dnia zimą usiądzie z filiżanką herbaty i otworzy słoiczek a z niego popłynie zapach powideł smażonych z miłością...







3 kg węgierek dąbrowickich
i to już koniec składników :) trzeba tylko wiedzieć, że najlepsze są śliwki bardzo dojżałe takie z przełomu września i października.

Śliwki umyłam i pozbawiłam pestek, włożyłam do brytwanny przykryłam pokrywką i zagotowałam, zdjęłam pokrywkę i na niewielkim ogniu smażyłam powidła 3 dni. Każdego dnia smażyłam powidła po godzinie rano i wieczorem. Gorące powidła włożyłam do słoików, zakręciłam pokrywkami i zostawiłam do ostygniecia denkiem w dół, okryte kocem. 


 
Powidła są wystarczająco słodkie dzięki dojżałym śliwkom, mają piękny rubinowy kolor i przede wszystkim smakują wyśmienicie. Polecam.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz